Z wizytą u uzdrowicielki

(Tele Tydzień 19.09.2005)

Gdy chorobę wywołuje lęk

-Pamiętajmy, że sami decydujemy o swoim życiu – mówi uzdrowicielka Olga Milajewa. Jej zdaniem, źródłem choroby często bywają nasze nieuświadomione obawy, lęki i strachy.

Beata Bednarska, malarka od 20 roku życia cierpiała na łuszczycowe zapalenie stawów, które powodowało stopniowe zanikanie kośćca. Groził jej wózek inwalidzki. Leki jedynie uśmierzały ból. – Kiedy cztery lata temu przyszłam do pani Olgi, z bólu ledwo widziałam na oczy – wspomina. Zabieg u pani Olgi uświadomił mi, że bałam się rysować. Kiedy poradziłam sobie z tym lękiem, odkryłam swoje powołanie i zaczęłam żyć swoim własnym życiem, moje problemy zdrowotne zniknęły. Dziś pani Beata maluje piękne obrazy i jest dużo zdrowsza. Andrzej Sroczyński, przedsiębiorca z Warszawy, trafił do Milajewej z objawami chronicznego napięcia, bezsenności i stresu. – Kiedy zapytałam go, czy ktoś w rodzinie umarł na raka, aż podskoczył z wrażenia – wspomina uzdrowicielka. – Jako dziewięcioletni chłopczyk dowiedziałem się o śmierci bliskiej osoby. Nie zdawałem sobie sprawy, że od tej pory zawsze obawiałem się nieuleczalnej choroby – opowiada pan Andrzej. Dzięki terapii, ów stłumiony lęk z dzieciństwa został mu uświadomiony. Jako dorosły człowiek mógł już sobie z nim poradzić.
Olga Milajewa dociera do źródła problemów, które powstały w życiu chorego, a nawet sięgają głębiej, w dzieje jego przodków.
Aby nastąpiło uzdrowienie, niekonieczna jest fizyczna obecność pacjenta. Olga Milajewa, jak twierdzą ci, co zawdzięczają jej powrót do zdrowia, równie skutecznie uzdrawia na odległość – przez telefon lub nawet za pomocą zdjęcia.

Maciej Kostek, Polak mieszkający na stale w Mediolanie, poprosił o pomoc. Lekarze stwierdzili u niego nowotwór w stopniu zaawansowanym. Kiedy jego przyjaciółka udała się do Olgi ze zdjęciem chorego, bioterapeutka zapytała o obóz koncentracyjny. – On urodził się w Obozie – padła odpowiedź. Nieuświadomiony lęk tamtych przeżyć, których przecież nie pamiętał powodował chorobę. Po dziesięciu dniach nowe badania we włoskiej klinice stwierdziły, że pan Maciej raka nie ma i może udać się do domu.

Wiele zależy od pacjenta – od jego podejścia do siebie i do życia. Twierdzi Olga Milajewa, której tradycje znachorskie sięgają już kilku pokoleń na Ukrainie. – Jako uzdrowiciel mogę ci jedynie pomóc. Ostatecznie to ty decydujesz, co zasilasz – swój lęk czy wolę życia.
Nie bójmy się mówić o swoich uczuciach, aby je sobie uświadomić. Bierna postawa człowieka, który liczy na cud, nie wróży tu nic dobrego. – Musisz spotkać się ze swoim lękiem, z miłością i wdzięcznością uwolnić pamięć bolesnych wydarzeń. Jesteś uzdrowicielem samego siebie – radzi nam wszystkim pani Olga.